"Nawet gdy wichura..." to recital, który gościł na wielu polskich scenach. Usłyszymy go w Teatrze Muzycznym. W aktorskiej interpretacji Ewy Błaszczyk znane teksty odsłaniają bogactwo nastrojów, a zza dramatyzmu przebija nieodłączna nuta optymizmu.
W jej repertuarze pojawiają się m.in. utwory Agnieszki Osieckiej, Doroty Czupkiewicz, ks. Jana Twardowskiego czy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej z muzyką Jerzego Satanowskiego, Leszka Możdżera, Zygmunta Koniecznego i Włodzimierza Wysockiego. Z tytułu przemawia upór, aby stawiać czoła przeciwnościom losu z pogodnym czołem, łuskać z życia to, co piękne. Pochodzi on z piosenki Jecka Kleyffa pt. "Nocnoautobusowa" ("I że Pan, to ta struna/i myśl, że to komunał/ i poczucie szczęścia nawet, gdy wichura/nawet, gdy wichura"). Ewa Błaszczyk ceni krótką formę, nacechowaną dramaturgią. Z wybranych utworów wydobywa zarówno jasne, jak i ciemne tony. - Dla mnie ważne są tekst i nastrój - mówi. O czym śpiewa? O miłości, o strachu i o ulotnym pięknie życia. Stara się nawiązać bliski kontakt w widzem, którego zaprasza do wysłuchania niemal osobistej historii. Na scenie towarzyszy jej m.in. córka Maria, która śpiewa i gra na gitarze (druga córka